O Bractwie

Cape Horn – najbardziej na południe wysunięty przylądek kontynentu amerykańskiego, cieszy się wśród żeglarzy wyjątkowo złą sławą. Nazywają go przylądkiem sztormów i burz, zaś przejście obok niego pod żaglami – przez Cieśninę Drakea, uważa się za wyjątkowo trudne. Jest ona bowiem tak samo kapryśna, tak samo niespokojna – rzec mozna awanturnicza – jak człowiek, który w 1578 r. ją odkrył i którego imie nosi – Sir Francis Drake. Mimo to, a moze właśnie dlatego, okolice Cabo de Hornos działały na żeglarzy jak magnes i uchodzą do tej pory za bramę, przez którą tylko najsmielsi moga wejść do krainy najwyższego wtajemniczenia żeglarskiego.

Pierwszym statkiem pod polską banderą był tam „Dar Pomorza”, który opłynął nieprzejednany przylądek 1 marca 1937. Długo czekać trzeba było by biało-czerwona po raz drugi pojawiła się w Cieśninie Drakea – całe 36 lat. Poniósł ją tam kpt. Krzysztof Baranowski na „Polonezie” w samotnym rejsie dookoła świata. Znalazł się pod Cape Horn 23 lutego 1973 r. Już cztery dni później mijała straszliwy przylądek bydgoska załoga prowadzona przez kpt. Aleksandra Kaszowskiego
na „Eurosie”, zaś 26 marca załoga jachtu „Konstanty Maciejewicz”, którym dowodził kpt Tomasz Zydler. Rok później obelisk żeglarskiej chwały mijały juz dwa polskie jachty płynące w regatach dookoła świata – gdańska załoga kpt Zdzisława Pieńkawy na „Otago” i gdyńska załoga kpt Zygfryda Perlickiego na „Copernicusie”.

Był to prawdziwy polski szturm na Cape Horn. Nic więc dziwnego, że w 1974 zrodziła się w redakcji „Głosu Wybrzeża” myśl by powołać BRACTWO KAPHORNOWCÓW – bractwo ludzi, którzy dokonali największego wyczynu, dokonali wszystkiego, co można osiągnąc w żeglarstwie morskim. W założycielskim posiedzeniu brało udział 25 uczestników rejsów wokół Hornu. Kolejne lata określić można śmiało jako polski marsz na Cabo de Hornos. Do dziś biało-czerwoną poniosło tam na skrzydłach żagli 20 naszych jednostek – 3 żaglowce szkolne: „Dar Pomorza” pod komendą kpt. Konstantego Maciejewicza, „Dar Młodzieży” pod komendą kpt. Leszka Wiktorowicza i ORP „Iskra” pod komendą kmdr. Czesława Dyrcza, mające na swoich pokładach 319 żeglarzy oraz 17 jachtów, których załogi stanowiło 208 żeglarzy.

Polskie BRACTWO KAPHORNOWCÓW skupia dziś zatem kilkuset braci. Stanowi ciało o najwyższym autorytecie żeglarskim, trwa nadal i nieustannie – jak sam Cape Horn, jako ważne ogniwo naszych tradycji na morzach i oceanach, świadczy zarazem o silepolskiego żeglarstwa. Jego głównym zadaniem jest – jak zapisano w statucie: „…czujnie strzec honoru polskiego żeglarza, wiernie strzec sławy biało-czerwonej bandery, służyć pomocą, radą i doświadczeniem wszystkim żeglarzom, którzy jej kiedykolwiek i gdziekolwiek będą potrzebowali.”

Siedzibą Bractwa Kaphornowców jest „Dar Pomorza” – pierwszy polski skrzydlaty statek, który opłynął Przylądek Nieprzejednany.